Miałam duże zaufanie do PKP Intercity aż do niedawna. Z 2-tygodniowym wyprzedzeniem wykupiłam kuszetki dla 2 osób na przejazd z Warszawy do Budapesztu i z powrotem (wyjazd 27.09, powrót 30.09, pociąg Chopin). Jakież było nasze zdumienie, gdy z 25-minutowym opóźnieniem podstawiono w Warszawie pociąg.... bez wagonu z kuszetkami. Zamiast tego podstawiono zwykły wagon z miejscami siedzącymi. Na próżno zszokowani pasażerowie szukali w wagonie nr 357 miejsc leżących, za które zapłacili. Niektórzy specjalnie dopłacili za przedziały z 4 kuszetkami zamiast z 6-oma. Kierownik pociągu był zdumiony naszymi pretensjami, bo przecież mamy do dyspozycji wagon 1szej klasy a nie 2iej. Nie pomogły tłumaczenia, że zapłaciliśmy za podróż na leżąco, a nie na siedząco. W sytuacji podróży 13-godzinnej porą nocną, to zasadnicza różnica. Cierpię na zapalenie stawu biodrowego i podróż na siedząco była dla mnie koszmarem. Zdecydowałam się na podróż PKP Intercity TYLKO ze względu na możliwość jej odbycia na leżąco. Za miejsce siedzące w autobusie zapłaciłabym raptem 80 zł. Zależało mi na jakimś komforcie. Czas w Budapeszcie mieliśmy ściśle zaplanowany. Najpierw sprawy biznesowe, możliwość wmeldowania do hotelu dopiero po godz.14ej. Po odbyciu podróży w tych warunkach byliśmy ledwo żywi. Podobno „nasz” wagon z kuszetkami miał awarię ogrzewania i dlatego został wycofany. Nikt z obsługi PKP nie wpadł na pomysł, by gdzieś po drodze doczepić do pociągu inny wagon z kuszetkami albo sypialny. Pociąg jadąc z Warszawy przemierzył pół Polski zanim dotarł do granicy, zatrzymując się na kilku stacjach. Nikt nas nie zapytał, czy w zaistniałej sytuacji chcemy kontynuować podróż, czy może wolimy przebookować bilety na inny termin. Postawiono nas wobec faktu, że miejsc do leżenia nie ma i nie będzie. Wracaliśmy 4 dni później i sytuacja powtórzyła się.... Za to Ceske Drahy błyszczały na budapeszteńskim peronie wagonami sypialnymi z wieloma wolnymi miejscami. Po powrocie do Warszawy straciliśmy prawie godzinę na składanie reklamacji i wypełnianie podań o zwrot pieniędzy za kuszetki, których nie było. I jeszcze byliśmy pouczani, że mimo skrajnego zmęczenia po kolejnej nieprzespanej nocy i spóźnienia na przesiadki (bo złożenie reklamacji trwało, kilkanaście osób oczekujących i 2 okienka czynne na sali), nie mamy prawa mówić podniesionym głosem, mamy „wykazać trochę kultury”. Nawet rozmowy przez telefony komórkowe przeszkadzają tym paniom w pracy. Pan na sali obsługi mający pilnować porządku nie radził sobie zupełnie z językiem angielskim. Gdy jedna z przypadkowych klientek zgodziła się wyjaśnić obcokrajowcom po angielsku dokąd mają się udać (na prośbę tegoż Pana), została za chwilę ochrzaniona za zbyt głośne rozmawianie. Nic dodać nic ująć. Wszystkim wybierającym się w trasy zagraniczne na południe gorąco doradzam wykupić w PKP bilet jedynie do granicy czeskiej, a tam przesiadkę na linie czeskie lub słowackie. Będzie dużo bardziej komfortowo, obsługa elegancka, a i pewnie bilety tańsze. Dodatkowe problemy w tym pociągu to 3-krotne wybudzanie z drzemki dla sprawdzania biletów (ekipa polska, słowacka i węgierska). Do tego ryczące w przedziałach głośniki, których nie ma jak wyciszyć (przyciski są, ale nie działają), wybudzające nas na każdej stacji. Światła nie można całkiem zgasić, jedynie przyciemnić. Brak również możliwości regulacji ogrzewania – trzeba wachlować oknem. Daję PKP jedną gwiazdkę tylko za to, że jakoś nas dowieźli tam i z powrotem. Osobiście nigdy więcej nie wybiorę się z tym przewoźnikiem w tak daleką trasę. No i nawet Warsu nie było.ZaletyJakoś nas dowieźli.
WadyJak opisane obszernie powyżej.